postheadericon Świadectwo z rekolekcji

Wspaniały czas rekolekcji - mojego nawracania się - rozpoczął się słowami: Bóg jest łagodny i miłosierny, nieskory do gniewu i bardzo łaskawy... (Ps 145, 8).

Rekolekcjonista, ksiądz Krzysztof Wernicki SAC, zaproponował (co mi się nawet podobało, bo często to robię), żeby na początku, tak po prostu, wygadać się przed Panem Jezusem; powiedzieć Mu, co mnie niepokoi, smuci, co mi się nie udaje, czego się boję, ale też co daje radość, a może nawet poczucia szczęścia, kogo lubię a kogo mniej.
A potem....była zachęta: pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne....(Mk 6,31), żeby - po tym wygadaniu się, starać się - co nie było dla mnie łatwe - już tylko słuchać, co Pan Bóg ma mi do powiedzenia. Bo – jak powiedział ks. Krzysztof - słuchanie Boga, bardziej niż mówienie do Niego, jest właściwą drogą do tego, na czym mi przecież zależy: do prowadzenia życia duchowego, to znaczy trwania zawsze w Chrystusie. To było dobre i pożyteczne ćwiczenie, chociaż nie do końca mi się udawało.

altZ trzech rzeczywistości: ogrodu, góry i źródła, przez które przeprowadzał nas ks. Krzysztof, a które są pomocne w pogłębianiu życia duchowego, mnie najbardziej odpowiada siedzenie u Źródła, u stóp Pana czyli osobista adoracja Najświętszego Sakramentu. Bardzo się starałam, żeby na wzór Maryi mówić Mu: niech się stanie Twoja wola...
Uświadomiłam sobie, przy wsparciu Rekolekcjonisty, że bycie we wspólnocie – chociaż niekiedy w moim wypadku trudne, jest ważne i potrzebne; wspólnota jest między innymi po to, żebym nie była sama, nie dała się manipulować, zwłaszcza wobec ataków szatana.

Do tej pory martwiłam się gwałtownymi, często nie akceptowanymi przeze mnie, wydarzeniami w moim życiu. A tymczasem, w czasie rekolekcji usłyszałam, że nie trzeba się tym niepokoić, bo te trudne doświadczenia mogą sygnalizować, że Pan Bóg jest blisko – i podobnie jak do proroka Eliasza – przyjdzie i do mnie w pokoju, w lekkim powiewie wiatru.
Bardzo osobiście odebrałam ewangeliczną scenę spotkania Jezusa z Martą i Marią w ich domu. Podobna scena i słowa Marty wypowiedziane do Jezusa: czy Ci to obojętne, że... powtarza się i w moim życiu. Niemal usłyszałam (nie po raz pierwszy zresztą) słowa Pana: Tereso, Tereso, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego...
Na koniec było bardziej optymistycznie: Bądź dobrej myśli... (Ba 4,5).

Teresa Kruszyńska, Sempre Piu, Konstancin